przez

0

Teraz jest cicho …

Teraz jest cicho …

0

Również…Chciałem udawać, że ich nie słyszałem, ale mają jeszcze trochę czasu i ciągną się za włosy. Chciałem interweniować, ale pomyślałem, że czuję się zbyt komfortowo tu, gdzie jestem, i gdybym interweniował, poczuliby się zawstydzeni.
Udało im się mnie obudzić, nie zdając sobie z tego sprawy i bez osiągnięcia rezultatu. Miałem zamknięte oczy i starałem się o niczym nie myśleć, świadomie ignorując ciemność i próbując utrzymać gorącą krew płynącą w moich żyłach z dala od zimnego serca. Wystarczyła sekunda niestabilności, abym została rozerwana przez cienką nitkę, na której wisiałam. Próbowałem się rozgrzać wirtualnie stworzonym wizerunkiem jednego z nich …

– BAAAAA… !!! Idź i powiedz mu teraz! Teraz idź!
– Tak jest dla niego dobrze … Przysięgam, nic mu nie jest… Przestań się niepotrzebnie martwić.
– Wt… pewnie, że nie …
– … Niczego przed tobą nie ukrywałem. Nie zrozumiałeś.
– Ach… ``twoja matka! W takim razie kłamiesz … Skąd wiedziałeś, o co chcę zapytać?

Poczułam, że zaraz eksploduję i wyskoczyłam z łóżka z myślą, że go zbesztam. W dwóch krokach dotarłem do drzwi i prawie wyrwałem je z zawiasów. Przede mną były sylwetki dwóch istot, które drżały jak żelatyna w rozproszonym świetle. To była raczej sensacja niż konkretne sformułowanie i ze zdumieniem uświadamiam sobie, że nie miałbym nic przeciwko, gdybym nie otworzył drzwi. Co ja do cholery zrobiłem? Czy umieram i teraz czekam na ich gratulacje? Ci dwaj patrzą na mnie ze zdziwieniem, a ich obraz przeraża mnie. Kątem oka próbuję dostrzec w pomieszczeniu coś prawdziwego. Jest w porządku. Po dobrze przespanej nocy futro zaczyna rozciągać swoją sylwetkę wzdłuż łóżka. Powoli odwracam głowę w stronę okna i cofam się o krok. Widzę pomarańczowe światło latarni ulicznych, które próbuje przedostać się przez żaluzje. Cofam się o krok i odwracam do nich plecami. Co do cholery?! Pokryłem ściany futrem zebry!? Coś jest nie tak, ale może to po prostu światło między żaluzjami wciąż odciśnięte na siatkówce. Słyszałem, jak drzwi wejściowe poruszały się, jakby uderzył w nie silny prąd. Uciekli…Słyszałem ich pospieszne kroki, gdy zmierzali do windy. Nie tak miało być… Otworzył drzwi i razem zrobili fatalny krok w siedmiopoziomową szczelinę. Przynajmniej byli razem do ostatniej chwili.
Był u moich stóp i czułam, że jest oszołomiony wszystkim. Odkładam go na bok (mówisz, że jest o krok od ataku apopleksji... jeśli oczy wyjdą mu jeszcze bardziej z orbit, będzie musiał szukać swojej samicy ślimaka, bo nie mam zamiaru już pozbawiać go wolności) i idę do łóżka.
Teraz jest cicho … i mogłem spać spokojnie… (Hej! Nie śpię! Nie masz mi nic do powiedzenia, bo już nie istniejesz!)

Teraz jest cicho …

Może zainteresują Cię także...

W miłości i poza nią

Piosenka, która całkowicie mnie pochłonęła. Nie żeby mi się to bardzo podobało, ale dlatego, że za każdym razem, gdy słyszałem to w stacjach radiowych, było to na końcu i...
Kontynuuj czytanie

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *